Głos oburzony i donośny podniósł się przeciw brakowi etyki u Rutkowskiego Krzysztofa, zwanego powszechnie detektywem. On to prośbą, groźbą, podstępem i psychicznym terrorem doprowadził biedną i skrzywdzoną przez los kobietę, do mówienia prawdy. Czyn to doprawdy haniebny.

A jeszcze do tego ten paskudny układ z tabloidami, niestrawny szczególnie dla telewizji, która tak bardzo się szanuje. Dziennikarka Kolenda wespół, w zespół z inspektorem Sokołowskim dowodzili całej Polsce, że „praworządne” państwowe organa śledcze działają etycznie, zaś samozwańczy detektyw prywaciarz – nie. Mało tego, że pracując nad sprawą nie miał na myśli „dobra kobiety”, która mogła zgładzić swoje dziecko, ukryła je, i okłamywała kilka milionów rodaków, aby oddalić od siebie podejrzenia. Ponadto „emocjonalnie rozjechał walcem rodzinę”, która go zatrudniła i mu zawierzyła.

Etyczne były natomiast działania policji. Jest jej niepodważalnym sukcesem, że nikomu nie zaszkodziła. Zasada „cel uświęca środki” jest bowiem obrzydliwa i jako taka odrzucona została przez uszlachetnione państwowe służby śledcze. I to by było na tyle. Kółko się domyka. Etyka nie pozwala państwowej policji na większą skuteczność. A państwowa policja jest dumna ze swej etyki i nie potrzebuje sukcesu za wszelką cenę.

Niestety, sukcesu policji potrzebuje, jak czystej wody, społeczeństwo. No, bo panie, kto na nią płaci? Pan płaci, pani płaci, my płacimy – społeczeństwo. To są nasze pieniądze.
W tej niezwykle trudnej sytuacji policji polskiej może pomóc tylko jedna osoba – ojciec Mateusz. Etycznie – idealny kryształ, bez zarzutu. W dedukcji skuteczny aż do bólu. Każda powiatowa komenda policji zatem powinna niezwłocznie wysupłać trochę grosza na nowy etat – duszpasterza śledczego. A uczelnie katolickie bezzwłocznie dostarczyć odpowiednich kadr.
Wszak Ojciec Mateusz nie może być rodzynkiem w torcie polskiego kleru. Mało to zdolnych, nieodkrytych talentów detektywistycznych błąka się po wiejskich plebaniach? A i u Ojca Dyrektora nie brak z pewnością odpowiednich kandydatów. Takich co to potrafią Złego pogonić kropidłem, a przestępcę wyspowiadać ze wszystkich grzechów popełnionych uczynkiem, słowem, myślą, a nawet zaniedbaniem. Tylko Duch Święty może uratować polską policję. A więc: „Szczęść Boże panie Inspektorze!”

A tak na marginesie: z dniem 4 lutego 2012 r. weszło do słownika polskiego dziennikarstwa nowe określenie: kolendowanie. To pogardliwe, aż do chamstwa, udowadnianie gościowi, zaproszonemu do studia, własnej domniemanej wyższości moralnej. Dodajmy tu: niczym nie usprawiedliwione, nie sprowokowane przez gościa, który przyszedł przecież do telewizji jako potencjalne źródło informacji ważnych dla widza. Ej Kolenda, Kolendaaa…

TVN – Fakty po Faktach 4 lutego 2012 r.