Jeszcze się taki nie urodził co by księdzu dogodził. A księdzu Arturowi w szczególności. Jeden z licznych medialnych funkcjonariuszy Kościoła katolickiego opuścił przytulną Plebanię, aby nieść Ducha Świętego swoim wiernym.
I już pierwszego dnia taka wpadka! Wzorowy funkcjonariusz najświętszego kościoła miast wyklepać formułki, pomachać kropidłem, wziąć kopertę i nogi za pas, usiłuje zadbać o zbawienie swoich zbłąkanych owieczek, żyjących (fuj!) na kocią łapę. Irka-praktująca katoliczka, zdradzona przez męża, lecz ciągle połączona świętym węzłem małżeńskim z niewiernym Jurkiem, usiłuje sobie ułożyć życie z młodym adwokatem. Wg kościoła i księdza Artura mieszkając z Witkiem, w dodatku religijnie oziębłym, cudzołoży paskudnie i na zbawienie duszy nie ma co liczyć. Albowiem oderwawszy się od męża, oderwała się i od Chrystusa.
- Czy nie pora uregulować swoje sprawy, droga córko? – pyta zaniepokojony duszpasterz, przy czym żadnego konkretnego rozwiązania kwestii nieudanego małżeństwa nie proponuje. Spróbujmy zatem pomóc zdradzonej i porzuconej Irce.
„Małżeństwo sakramentem wielkim jest w Chrystusie i w kościele”, a „co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza” – twierdzi niezmiennie Kościół katolicki od lat co najmniej kilkuset. I uparcie uważa, że małżeństwa nie można rozwiązać. Dlaczego Bóg, który złączył za pośrednictwem swojego funkcjonariusza, nie może rozłączyć przy pomocy innego swego sługi? Oto wielka tajemnica kościoła. Ale w swej łaskawości i w trosce o dobro człowieka sąd biskupi może małżeństwo unieważnić.
Irka musiałaby TYLKO przekonująco przedstawić prawdziwe lub rzekome fakty świadczące, że związek jej z Jurkiem nie mógł dojść do skutku. Może któreś z nich miało jakiś problem psychiczny, nie wiedziało co przysięga, albo było zbyt niedojrzałe, aby dostąpić świętego sakramentu. A może pan młody już wtedy nie zamierzał być wiernym małżonkiem i podczas przysięgi myślał sobie „ja i tak cię zostawię”. Koronnym argumentem mogłoby być również nadużywanie środków antykoncepcyjnych, alkoholu lub narkotyków, ewentualnie tzw. nieskonsumowanie związku lub impotencja Jurka. A więc, droga Irko, udowodnij swoją dziewiczość, zostań dziewicą z odzysku, konsystorską, a biskup przywróci Ci wolność.
O tych sprawach pisał już 80 lat temu Boy-Żeleński:
„Znałem blisko pewnego kanonika–filozofa, który mawiał, że najlepiej już przy ślubie dać w łapę zakrystianowi, aby popełnił jaką nieformalność, zapalił o jedną świeczkę mniej, niż trzeba, czy coś podobnego, a w potrzebie można mieć za to unieważnienie małżeństwa. Tenże kanonik mawiał, iż akta takich spraw mają to do siebie, że każda kartka powinna być przekładana grubym banknotem.”
No właśnie. Zdobycie dowodów i świadków w takich małżeńsko-łóżkowych sprawach nie jest proste, a więc i kosztowne. Niemałe pieniądze biorą też kancelarie specjalizujące się w tego typu procesach. Całość podobno może kosztować nawet kilkanaście tysięcy.
Mimo to, do polskich sądów biskupich trafia co roku 3,5 tysiąca wniosków o orzeczenie nieważności małżeństwa. Wszystko więc wskazuje na to, że miał rację Boy przed laty. My, Polacy, wszyscy kiedyś będziemy bękartami, poczętymi w związkach, których nigdy nie było…

PLEBANIA – odcinek 1817 11.01.2012 – środa